Szybki, mało skomplikowany, idealny dla tych, którzy rozpoczynają sernikową przygodę. Odporny na brak mąki ziemniaczanej, toleruje budyń znakomicie. W smaku aksamitny, dodatkowo schłodzony wydaje się wprost idealny jako majowy deser. Odnaleziony na stronie W kuchni Usagi.
Oryginalny przepis zakłada użycie 0,5 kg sera twarogowego przy tortownicy o średnicy 22cm. Moja jest zdecydowanie większa stąd podwoiłam porcje i dokonałam modyfikacji wynikających z mojego gapiostwa :) brak mąki ziemniaczanej w pojemniku na nią przeznaczonym :D W jednej części masy serowej znalazł się budyń śmietankowy, a w kolejnej czekoladowy :) Sernik wyszedł przepyszny i zniknął w mgnieniu oka! Do dzieła!
1. 100 ml śmietanki kremówki + łyżka cukru = zagotować
2. zagotowana kremówka + wiórki kokosowe + likier = wymieszać, odstawić na 30 min, by wiórki naciągnęły śmietanką i likierem
3. piekarnik = 180 stopni (nagrzewamy)
4. jedną tabliczkę czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej
5. 0,5 kg twarogu + 80 g cukru + budyń śmietankowy + 3 jajka = ucieramy, następnie dzielimy na dwie części masę serową i do jednej dodajemy czekoladę i dokładnie mieszamy, a do drugiej wiórki kokosowe
6. 0,5 kg twarogu + 80 g + budyń czekoladowy + 2 jajka = ucieramy
7. wykładanie do tortownicy:
masa serowo- czekoladowa
masa serowo- kokosowa
masa serowo- budyniowa
8. pieczemy 50-60' / 180 stopni (w oryginale zalecana jest kąpiel parowa, ale pociesze leniuszki, że i bez pary się upiecze, przetestowałam)
9. sernik pozostawiamy w piekarniku do wystudzenia
(dlatego najlepiej zrobić go wieczorem, a rano przygotować ganache, a następnie schłodzić przez kilka godzin i można już go podawać gościom)
10. gdy sernik jest już wystudzony przygotuj ganache: zagotuj pozostała część śmietanki, zdejmij z ognia + połamana na kostki tabliczka czekolady = energicznie mieszaj
11. ganache rozprowadź po serniku, posyp wiórkami kokosowymi i wstaw do lodówki na kilka godzin
Proste, prawda? Nie szukaj wymówek tylko do tortownicy marsz! Bez dyskusji! :)
Muzyczna przechowalnia:
Moja siostra z przyjaciółką katowały mnie jednego dnia Meybe tommorow, na tyle skutecznie, że jest to moja znienawidzona piosenka, na dźwięk której dostaję apopleksji. Zimą usłyszałam nowy album Stereophonics i się w nich zakochałam, potwierdzając mądrość ludową, że od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok. Ale Meybe tommorow im nie wybaczyłam. Moim dziewczynom też. Aj hejt dis song :) Za to ten kawałek sama katuję :) Posłuchajcie:
Stało się! Wybrał twój
numer, zadzwonił, zapytał Czy może byś
zechciała, tak oficjalnie, ale grzecznie, ujmująco, jednak stanowczo i ten
jego głos…, czy on musi nawet przez telefon cię nim uwodzić, katować by w końcu
zaprosić cię na wspólny wieczór, tylko we dwoje, bez przyjaciółki, kolegi,
telewizora? Nie mógłby tak zwyczajnie zadzwonić i spytać:
- Słuchaj, mam wolny wieczór, może byśmy poszli do kina? – niby tak
od niechcenia.
Ale nieee, On woli cię otumanić
byś zmysły postradała, byś tylko o nim całe popołudnie myślała bawiąc się
loczkiem sprytnie owijając kosmyk włosów na wskazujący paluszek, z taką
niewinną minką, zagryzając wargi i przy okazji byś mogła się nabawić zegarowej
nerwicy:
- Słuchaj – na chwilę pojawia się cisza w słuchawce, twój rozmówca
chce się upewnić, że go słuchasz i wszelkie twe myśli oscylują wokół jego skromnej
osoby – mam wolny wieczór – znów pauza,
znamionująca, iż zbliżamy się do punktu kulminacyjnego, w duchu pojawia się
lekka niepewność, słyszysz muzyczkę, skrzypce cichuteńko i głośniej i głośniej,
perkusja, uderzenie i uderzenia! a nie, to serducho ci tak wali - może
byśmy… - nie zdąży dokończyć, bo:
- Tak! – palniesz
mimochodem.
Nie potrafiłaś się powstrzymać?
O dżizas… On już ma tą pewność, której tobie brak.
- Tak? Świetnie, kino? O dwudziestej?
- Yyy tak, tak – a teraz
co? słów nie znamy? (...)
Z okazji najpiękniejszego dnia w roku, wszystkim Mamusiom życzę by jak najdłużej mogły się przeglądać w oczach swoich pociech widząc wciąż tę samą uśmiechniętą kobietę, bez względu na upływający czas.
Dziś Kochani zapraszam Was na połączenie kawy i bananów w delikatnej kremowej masie na bazie serka mascarpone oraz kremówki. Długo szukałam przepisu na lody, który nie wymagałby użycia maszyny do lodów i ten oto przepis znalazłam na stronie W kuchni Usagi.
Cudowne! W oryginalnym przepisie użyto espresso, ja zamieniłam espresso na 1 łyżeczkę kawy rozpuszczalnej aromatyzowanej , rozpuszczonej w 3 łyżeczkach gorącej wody + 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej aromatyzowanej dodane bezpośrednio do kremowej masy. Lubię smak kawy. Nie, ja po prostu kocham kawę! :)
LODY KAWOWE Z BANANAMI (z podanej ilości składników powstanie ok. 14szt lodów) * 250g herbatników * 250 g serka mascarpone * 250 ml śmietany kremówki * 3 łyżki cukru * 3 łyżki mocnego esspresso lub kawy rozpuszczalnej aromatyzowanej Skworcu * 1 łyzka likieru Baileys (opcjonalnie) * 2 banany 1. serek mascarpone + śmietana kremówka = wymieszać + cukier = miksujemy na dużych obrotach na puszystą kremową masę (ok 5min) 2. kremowa masa + likier + esspresso / kawa rozpuszczalna Skworcu = chwilę ubijać 3. pokroić banana na niewielkie kawałki i wmieszać go do masy lodowej 4. przygotuj naczynie:
najlepiej pojemnik do przechowywania żywności lub naczynie żaroodporne, upewnij się, że herbatniki pokryją powierzchnię wyłożonej do pojemnika masy kawowej tak by móc bez problemu później ją pokroić
dno pojemnika wyłóż folia aluminiową
wylej na nią masę kawową, wyrównaj
odstaw do zamrażalnika na 2-3 godziny by lody stężały
5. wyjmij masę z naczynia, na wierzchu masy ułóż herbatniki, następnie należy przyłożyć deseczkę do krojenia i odwrócić spodem do góry, zdjąć folie i ułożyć drugą warstwę herbatników, docisnąć
6. teraz trzeba pokroić wg herbatników na kostki, zawinąć każdą pojedynczą kostkę w folię i ponownie wstawić do zamrażarki
7. przed podaniem wyjąć na chwile by lody nieco zmiękły
Rozpoczyna się maraton.
Biegasz jak najęta po mieszkaniu, podskakujesz, tańczysz, krzyczysz, cieszysz
się, tak by znów podskakiwać i mruczeć pod nosem. Jesteś rozemocjonowana tak
bardzo, że nie jesteś w stanie zadzwonić do przyjaciółki, bo z przejęcia kluska
w gardle, dłonie drżą uniemożliwiając trzymanie komórki w dłoni bez obawy jej
upuszczenia, a może to jakiś paraliż, cholera wie? Nie ma czasu na
hipochondrię! Masz randkę! Batalię o miłość pora zacząć! Nad swym wątłym ciałem
będziesz mogła pobiadolić w towarzystwie najlepiej Jego. Kiedyś. Nie dziś. A
wówczas on ci poda mleczko, przyniesie kocyk, włączy ulubiona płytę, sięgnie z
szuflady wełniane skarpeciochy…, ale to kiedyś! Nie marz. Działaj!
Randka,
ale od czego zacząć? Autoprezentacja. W dzisiejszych czasach wszystko trzeba
umieć sprzedać, siebie również. (...)
Na
początek trzeba będzie ładnie się przedstawić, wiadomo, że najważniejsze jest
pierwsze wrażenie, wymiana spojrzeń, gestów, uśmiechu. Tak podaje literatura fachowa.
Należy się więc przygotować!
Przed lustereczko marsz
i ćwicz wymowę, przez moment poczujesz się jak u logopedy:
- Ania, A-a-a-nia –
nieco niżej szeroko otwierając usta – a może tak: Ania! – nieco energiczniej -
albo nie, pomyśli, że jestem narwana, dziecinna i z ADHD, Anka – tym razem
bardziej twardo mówisz i jesteś pewna siebie, stoisz wyprostowana, pierś do
przodu i z książką na głowie powtarzasz głośno – Anka! Anka! - dając mu do
zrozumienia, że masz charakter, nie jesteś jakąś tam biedną gąską co nie ma
zdania w kwestiach politycznych, ekologicznych czy też nie zna się na
prawidłowym odżywianiu kota – Anka, tak! - tłumaczysz sobie i gestykulując solidnie
ćwiczysz modulowanie głosu - Bo Anna to tak zbyt oficjalnie, jak na pogrzebie, to jest Anna, córka Zenka, od strony dziadka
Mariana, ach tak… (...)
Kolor głębokiej purpury buraczka oznacza, że zawiera on mnóstwo antocyjanów oraz betacyjanów. Dzięki tym związkom człowiek ma krzepę, ponadto chronią one przed rakiem i przedłużają młodość komórkom.
Dziś proponuję sięgnąć po purpurowe warzywo pod postacią niezwykłej sałatki, bo sałatki z surowego buraka. Jest to sałatka wyjątkowa, bo za sprawą prażonych pestek słonecznika oraz dyni, miodu i soku z cytryny, nie chce się od niej oderwać widelca, partner będzie miał dowód, że kobieta ma wiele wspólnego z kozą lub z królikiem, bo zamiast rzucić się na kawałek mięsa, rozkoszuje się połączeniem surowych warzyw z owocami. Mężczyzna tego nigdy nie pojmie :)
Oryginalny przepis pochodzi z bloga Gdy w brzuchu burczy.
Sałatka z surowych buraczków z prażonym słonecznikiem i pestkami dyni
1- Przygotuj warzywa, należy je zetrzeć na tarce o średnich oczkach, cebyla może byc na oczkach małych starta:
1 burak
1 marchew
1 jabłko
1 mała czerwona cebula
2- Kroimy zioła:
1/2 pęczka pietruszki (daję również kolendrę oraz lubczyk)
3 - Prażymy pestki na patelni:
2 ł pestek dyni
2 ł pestek słonecznika
4- Przygotuj sos:
2 ł soku z cytryny
2 ł oleju
1 ł miodu
1 ł wody
1 ząbek czosnku (czosnek należy miażdżyć nożem na deseczce, w przeciwnym razie przeciśnięty przez praskę będzie miał gorzkawy posmak)
sól, pieprz
5 - Starte warzywa mieszamy, dodajemy sos, posypujemy ziołami, a na końcu uprażonymi pestkami.
Gotowe!
Ucho pokrzepi:
Czytelnia:
O tym jak kobieta nie jest rozumiana przez mężczyznę, ale i o tym jakie to potrafimy być "upierdliwe" :)